To właśnie jedna z największych przyjemności tego wydarzenia.
Karnawał pozwala na chwilę porzucić zasadę, według której makijaż powinien przede wszystkim podkreślać naturalną urodę. Tutaj może zrobić coś zupełnie innego. Może ukrywać, deformować, postarzać, zmieniać proporcje twarzy albo całkowicie zacierać granicę pomiędzy twarzą a maską.
W najbardziej dopracowanych weneckich stylizacjach trudno nawet wskazać moment, w którym kończy się makijaż, a zaczyna kostium.
I właśnie wtedy robi się naprawdę interesująco.
Nie chodzi o „ładny makijaż”
Wiele współczesnych trendów beauty opiera się na doskonaleniu twarzy. Cera ma wyglądać zdrowiej, oczy mają stać się bardziej wyraziste, kontur bardziej harmonijny. Nawet mocny makijaż wieczorowy zazwyczaj pozostawia twarz rozpoznawalną.
Makijaż karnawałowy może całkowicie zignorować te reguły.
Twarz może zostać pomalowana na biało, srebrno albo złoto. Brwi mogą zniknąć. Oczy można optycznie powiększyć albo przeciwnie — schować w cieniu. Na skórze mogą pojawić się ornamenty, kamienie, koronki czy metaliczne elementy.
Celem przestaje być upiększenie twarzy.
Celem jest stworzenie postaci.
To subtelna, ale bardzo ważna różnica. Jeśli zaczynamy od pytania „jaki makijaż będzie mi pasował?”, nadal myślimy kategoriami codziennego beauty. W przypadku weneckiej stylizacji ciekawsze pytanie brzmi:
Kim ma być ta osoba?
Dopiero potem warto zastanawiać się nad kolorami, fakturami i detalami.
Maska nie zawsze musi być maską
Pierwsze skojarzenie z Carnevale di Venezia jest oczywiste: maska.
Tradycja weneckich masek jest tak silna, że trudno oddzielić ją od samego wizerunku karnawału. Bauta, volto, moretta czy charakterystyczne formy inspirowane commedią dell'arte stworzyły wizualny język rozpoznawalny daleko poza Włochami.
Ale współczesny karnawał nie jest muzealną rekonstrukcją.
Obok tradycyjnych masek pojawiają się autorskie kostiumy, fantastyczne postacie, inspiracje barokiem, steampunkiem, teatrem, modą haute couture czy baśniami. I właśnie dlatego ciekawym rozwiązaniem jest potraktowanie samego makijażu jak maski.
Metaliczna farba pokrywająca całą twarz potrafi zmienić ją niemal w rzeźbę.
Złoto jest tutaj szczególnie efektowne. Odbija światło, podkreśla relief twarzy i dobrze współpracuje z bogatymi tkaninami, biżuterią oraz ornamentami. W zestawieniu z perłami, kryształami, koronką i piórami tworzy wrażenie przepychu, które w innym otoczeniu łatwo mogłoby stać się kiczowate.
W Wenecji ten nadmiar ma jednak naturalne środowisko.
Miasto samo jest pełne złoconych wnętrz, marmuru, dekoracji, mozaik, ornamentów i historycznych detali. Karnawałowa postać nie musi więc istnieć w oderwaniu od miejsca. Może wizualnie z nim współpracować.
Kostium trzeba projektować od twarzy — albo twarz od kostiumu
Jednym z najczęstszych błędów jest traktowanie makijażu jako ostatniego dodatku.
Najpierw wybieramy suknię. Potem nakrycie głowy. Następnie biżuterię. Na końcu pojawia się pytanie: „A jaki makijaż do tego zrobić?”.
Przy prostych stylizacjach taka kolejność może działać. Przy bardziej rozbudowanych weneckich kostiumach znacznie ciekawsze efekty daje myślenie o całej postaci jednocześnie.
Jeżeli kostium ma dominujący kolor, nie oznacza to automatycznie, że trzeba powtórzyć dokładnie ten sam kolor na powiekach. Znacznie ważniejsze są temperatura barw, połysk, faktura i proporcje.
Matowa twarz może kontrastować z błyszczącym strojem.
Metaliczny makijaż może natomiast stać się przedłużeniem biżuterii. Kryształy przy oczach mogą powtarzać drobne elementy nakrycia głowy. Perły mogą przechodzić ze stroju na twarz tak, że przestaje być jasne, czy należą jeszcze do makijażu, czy już do kostiumu.
Najlepsze stylizacje często mają właśnie taką cechę: trudno rozłożyć je na osobne elementy.
Widzimy całość.
Makijaż w lustrze i makijaż na zdjęciu to nie zawsze to samo
To aspekt, o którym łatwo zapomnieć.
Makijaż oglądany z odległości trzydziestu centymetrów w łazienkowym lustrze funkcjonuje inaczej niż twarz fotografowana kilka metrów dalej na placu pełnym ludzi.
Drobne detale mogą zniknąć. Delikatne przejścia tonalne stają się mniej widoczne. Z kolei połysk, który w lustrze wydawał się subtelny, w bezpośrednim świetle może zamienić się w jasną plamę.
Dlatego przy kostiumie przygotowywanym również z myślą o fotografii warto co jakiś czas odejść od lustra.
Dosłownie.
Spójrz na całość z dwóch lub trzech metrów. Zrób zdjęcie telefonem. Zobacz, czy oczy nadal pozostają czytelne. Sprawdź, czy twarz nie ginie pod ogromnym nakryciem głowy i czy najmocniejszy element makijażu znajduje się tam, gdzie rzeczywiście chcemy skierować wzrok.
Fotografia bezlitośnie pokazuje również brak spójności.
Fotograf pracujący regularnie w Wenecji, Antonio Jarosso, zwraca w swoich obrazach szczególną uwagę na relację między postacią a otoczeniem. W przypadku karnawału jest to wyjątkowo istotne: najbardziej spektakularny kostium nie istnieje przecież w próżni. Za nim znajdują się kamienne fasady, arkady, kanały, mosty, światło odbijające się od wody i — nie zapominajmy — tysiące innych ludzi.
Makijaż jest więc tylko jednym elementem większego obrazu.
Światło potrafi zmienić wszystko
To, co wygląda fantastycznie rano, wieczorem może wyglądać jak zupełnie inna stylizacja.
W Wenecji różnica jest szczególnie widoczna.
Chłodne światło pochmurnego dnia wydobywa inne kolory niż niskie, ciepłe słońce. W cieniu wąskiej uliczki złota farba może być ciemna i niemal brązowa, aby chwilę później, po wyjściu na otwartą przestrzeń, zacząć intensywnie odbijać światło.
Metaliczne pigmenty są pod tym względem fascynujące.
Nie mają jednego stałego wyglądu. Reagują na kierunek światła i ruch osoby. Przy odpowiednim oświetleniu twarz może wydawać się niemal wykonana z metalu, podczas gdy miękkie światło ponownie ujawnia skórę i rysy znajdujące się pod makijażem.
Podobnie zachowują się kryształy, cekiny i kamienie.
Dlatego im bardziej skomplikowana stylizacja, tym bardziej warto przetestować ją w różnych warunkach przed samym wyjściem.
Nie chodzi o profesjonalny test fotograficzny. Wystarczy stanąć przy oknie, potem w cieniu i na chwilę wyjść na zewnątrz. Kilka zdjęć telefonem potrafi ujawnić problemy, których lustro nie pokazuje.
Oczy pozostają najważniejsze
Można pokryć twarz złotem.
Można ukryć brwi.
Można zmienić kontur ust i przykleić dziesiątki kryształów.
Ale jeśli oczy całkowicie znikną, twarz bardzo łatwo zamienia się w dekoracyjny obiekt.
Czasem właśnie taki efekt jest zamierzony. Jeśli jednak postać ma zachować emocjonalny kontakt z widzem, okolice oczu wymagają szczególnej uwagi.
Nie zawsze oznacza to czarny eyeliner i ogromne sztuczne rzęsy.
Czasami wystarczy kontrast. Ciemniejszy element obok jasnej metalicznej skóry może sprawić, że oko stanie się wyraźne nawet z większej odległości. Innym razem dobrze działa świadome pozostawienie fragmentu naturalnej skóry wokół oka.
To szczególnie ważne na fotografiach.
Człowiek instynktownie szuka wzroku drugiego człowieka. Możemy przez chwilę oglądać pióra, klejnoty i hafty, ale prędzej czy później wracamy do oczu.
Jeśli są widoczne, za kostiumem nadal znajduje się osoba.
Jeśli znikają, postać zaczyna przypominać maskę — nawet jeśli fizycznej maski wcale nie ma.
Wenecja nie potrzebuje kolejnej dekoracji
Paradoksalnie najbardziej efektowna stylizacja nie zawsze potrzebuje najbardziej efektownego tła.
To bardzo łatwa pułapka.
Bogaty kostium, złota maska, ozdobne nakrycie głowy — więc w tle koniecznie Pałac Dożów, gondola, kanał, most i jeszcze bazylika.
W rezultacie każdy element obrazu zaczyna walczyć o uwagę.
W fotografii znacznie ciekawiej może zadziałać prosty fragment starej ściany, ciemne wejście do budynku, rytm kolumn albo spokojna powierzchnia wody.
Im bardziej skomplikowana jest postać, tym mniej czasem potrzeba wokół niej.
To jedna z rzeczy dobrze widocznych w weneckich fotografiach Jarosso. Miasto pozostaje rozpoznawalne, ale nie zawsze musi krzyczeć „Wenecja” każdym centymetrem kadru. Architektura może być scenografią, a nie głównym bohaterem.
I to jest cenna lekcja również dla osób fotografujących telefonem.
Zanim ustawisz osobę w najbardziej spektakularnym miejscu, rozejrzyj się za najprostszym.
Piękno kontrolowanej przesady
Codzienny makijaż często polega na umiarze.
Wenecki karnawał daje możliwość zrobienia czegoś dokładnie odwrotnego.
Można powiększyć nakrycie głowy jeszcze bardziej. Dodać kolejną warstwę pereł. Pokryć nie tylko twarz, ale również szyję i dłonie. Połączyć złoto ze srebrem, którego normalnie staralibyśmy się unikać. Zamiast jednego pióra użyć dwudziestu.
Ale dobra przesada nie jest przypadkowa.
Jeśli wszystko jest intensywne, nic nie jest intensywne.
Dlatego nawet najbardziej ekstrawagancka stylizacja potrzebuje hierarchii. Jeden element powinien dominować, drugi go wspierać, a pozostałe budować szczegóły odkrywane dopiero przy bliższym spojrzeniu.
Może to być niezwykła twarz.
Może to być monumentalne nakrycie głowy.
Może to być maska.
Warto zdecydować o tym wcześniej, ponieważ wtedy pozostałe elementy łatwiej podporządkować jednej idei.
Nie próbuj wyglądać jak wszyscy
Inspiracje są nieuniknione.
Przed karnawałem internet wypełnia się fotografiami najbardziej spektakularnych weneckich kostiumów. Pinterest i Instagram potrafią dostarczyć setki pomysłów w kilka minut.
Problem zaczyna się wtedy, gdy inspiracja zamienia się w instrukcję kopiowania.
Najciekawsze postacie karnawału mają własną tożsamość.
Nie zawsze są najbardziej skomplikowane. Nie zawsze mają najdroższe kostiumy. Czasami zapamiętujemy je właśnie dlatego, że ktoś konsekwentnie rozwinął jeden prosty pomysł.
Warto więc zbierać inspiracje nie po to, aby odtworzyć gotową twarz, ale aby zauważyć konkretne rozwiązania: sposób użycia złota, umieszczenie kryształów, kontrast czerni i bieli, połączenie koronki ze skórą czy relację pomiędzy makijażem a nakryciem głowy.
Potem dobrze jest zamknąć wszystkie zdjęcia i stworzyć własną wersję.
Karnawał od zawsze był przecież przestrzenią transformacji.
A kiedy kostium jest już gotowy — trzeba pozwolić mu żyć
Najlepsza stylizacja nie powinna istnieć wyłącznie po to, aby zostać sfotografowana.
Trzeba w niej chodzić. Obracać się. Rozmawiać. Przechodzić przez mosty. Wchodzić do kawiarni. Sprawdzać, jak pióra reagują na wiatr i czy ogromny kapelusz rzeczywiście mieści się w wąskich drzwiach.
Właśnie wtedy pojawiają się najciekawsze obrazy.
Nie tylko wtedy, gdy osoba stoi idealnie ustawiona przed aparatem, ale również pomiędzy pozami — gdy poprawia rękawiczkę, patrzy w lustro, odwraca głowę za dźwiękiem albo obserwuje inną karnawałową postać.
Fotograf może oczywiście budować kompozycję i kierować osobą, ale nie wszystko trzeba kontrolować.
Wenecki karnawał dostarcza wystarczająco dużo nieprzewidywalności sam.
Na profilu @antoniojarosso można zobaczyć, jak fotografia portretowa, moda, kostium i sama Wenecja potrafią spotkać się w jednym obrazie bez zamieniania go w zwykłe zdjęcie turystyczne.
I być może właśnie w tym tkwi największy urok karnawałowego makijażu.
Przez większą część roku makijaż pomaga nam pokazać twarz.
Podczas karnawału w Wenecji może pomóc ją ukryć — a przy okazji pokazać coś zupełnie innego.